W stanie permanentnej wojny

Świeżo zakończone wybory Premiera Rządu Królewskiego ponownie przyniosły ze sobą retorykę wojenną. Kandydat Towarzystwa Egenberg na Premiera, Casimir van Oranje-Nassau, pisał w swoich wystąpieniach zarówno o konieczności prowadzenia agresywnej polityki wobec Księstwa Sarmacji, jak również o gotowości do pójścia z Księstwem na wojnę, gdyby nie udało się odzyskać Awary Południowej w inny sposób. Zapytany również o to, czy jego rząd oficjalnie wysunie roszczenia terytorialne wobec Sarmacji, potwierdził, że tak się stanie.

Dreamlandzcy wyborcy zareagowali na te postulaty raczej chłodno, być może nie wierząc w to, że kolejny kandydat na Premiera mówiący o Awarze Południowej, jest w stanie cokolwiek w tej sprawie zdziałać. Wystarczy przecież wspomnieć o dwóch komunistycznych szefach rządu, którzy rządząc silniejszym Dreamlandem niż dzisiejszy, również obiecywali, jak się okazało, gruszki na wierzbie. Czynił tak także Gaston de Senancour, do którego ostatnio porównuje się lidera Towarzystwa Egenberg, chociaż jemu celowo władzy nie chciało się zdobyć, być może dlatego, że doskonale zdawał sobie sprawę z niemożności realizacji choćby tego postulatu o odzyskaniu Awary Południowej. Swego czasu niedoszły konkurent Casimira van Oranje-Nassau, William Oxlade-Chamberlain, stwierdził, że temat powrotu Awary Południowej do Dreamlandu został zajechany na śmierć. Znany z swojej błyskotliwości i przewidywalności lider partii republikańskiej mógł mieć rację, skoro temat ponownie nie chwycił wyborców, a zwłaszcza Scholandczyków, za ich serca. Być może, poza zagranicznymi podżegaczami wojennymi, większość Dreamlandczyków przestała już się łudzić co do tego, że którykolwiek z ich rządów w ogóle zacznie w sprawie coś robić, a nie tylko o tym w kółko mówić. Po tym, jak Komisarz Wyborczy Królestwa oficjalnie stwierdził, że Casimir van Oranje-Nassau został Premierem Dreamlandu, będziemy mogli się przekonać, czy i tym razem mieliśmy do czynienia tylko z czczą gadaniną.

Jeśli bomby na Grodzisk zostaną zrzucone, to będzie musiał o tym postanowić także Król Alfred, który w przeciwieństwie do swojego sarmackiego odpowiednika, choć może być bardziej przypierany do ściany w sprawie Awary Południowej niż tamten władca, zareagował na te i na wszystkie pomysły kandydatów ze stoickim spokojem, po prostu milcząc, gdyż, choć Premier jest Królewski, to wybiera go Naród. ADHD dopadło jednak Księcia Sarmacji, który przytaczał fragmenty programu, wyśmiewał je i pouczał inny kraj i jego suwerena, wskazując palcem, kto jest agresorem, a kto od wieków miłuje pokój. Świadczy to m.in. o pewnym niepokoju w Sarmacji co do dalszego rozwoju sytuacji, o chęci wykrzesania większej aktywności w społeczeństwie na obśmiewaniu i poniżaniu, jak się okazało, szefa rządu jednego z większych państw wirtualnych, czy w końcu na próbie realizowania protekcjonistycznej polityki nad światem, tu: głupszymi Dreamlandczykami, którzy najwidoczniej nie wiedzą, z kim zadzierają i co jest dla nich dobre.

W końcu świadczy to także o lęku Sarmacji przed wojną, której przebiegu i skutków reżim grodziski przewidzieć nie jest w stanie, skoro nie był nawet w stanie przewidzieć pojawienia się w programie Casimira van Oranje-Nassau takiego antysarmackiego punktu. Nieprzewidywalność wojny z dużym i aktywnym państwem musi spędzać Robertowi Fryderykowi sen z powiek, bo gdyby taka wojna nastała, sarmaccy żołnierze i propagandyści nie mogliby się na niej czuć jak na awarskim pikniku w 2014 roku, gdy sarmacka tuba propagandowa perfidnie wmówiła dużej części cywilizowanego świata, do którego sama nie chciała należeć, że na Awarze Południowej lądowały setki czy wręcz tysiące najlepszych sarmackich żołdaków, podczas gdy w istocie nic takiego nie miało miejsca, chociaż obowiązująca wersja historii jest dziś niestety inna.

Mówiąc o wojnie trzeba zdawać sobie sprawę z znaczenia tego pojęcia na mikronacyjnym gruncie. Chociaż najpowszechniejszym znaczeniem wojny jest zorganizowany konflikt zbrojny prowadzony między państwami, to w świecie wirtualnym taka definicja ma znaczenie marginalne, ponieważ wiele osób nie jest w stanie wyobrazić sobie skutecznej i spełniającej wymagania definicji formy prowadzenia działań zbrojnych. Pomimo to, właśnie groźba użycia sił zbrojnych jest mylnie uważana za ostatnią z możliwych sankcji wobec przeciwnika, która miałaby wyegzekwować jego podporządkowanie. Jednakże do skutecznego użycia siły wobec innego państwa wymagana byłaby dewirtualizacja konfliktu zbrojnego, aby przeciwnik mógł realnie odczuć użycie siły. To jednak wiąże się z ryzykiem popełniania przestępstw w świetle prawa polskiego, a tym byłoby np. faktyczne zniszczenie Sarmacji poprzez włamanie się na jej serwer i wyczyszczenie jego zawartości, bądź też połamanie Robertowi Fryderykowi rąk, aby przynajmniej przez jakiś czas nie mógł uczestniczyć w mikronacyjnej zabawie, a co przecież w istotny sposób zmniejszyłoby sarmackie zdolności bojowe. Jest więc w pełni zrozumiałym, że poza mikronacyjnym królem trollów, nikt nie jest zainteresowany tego typu konfliktem zbrojnym. W takim razie: jaką wojną mógł zagrozić nowy dreamlandzki premier?

Wbrew pozorom do wyboru ma wiele opcji, nawet może więcej niż tych, które można stosować w świecie realnym, a to dlatego, że dowolnego rodzaju atak nie unicestwi przeciwnika w sensie fizycznym. Przecież na śmieszność naraziłby się ktoś, kto, przykładowo, opisywałby, że na Grodzisk spadło x (x, bo ilość nie ma znaczenia) bomb atomowych, w wyniku czego także pałac Roberta Fryderyka z nim w środku zamieniłby się w popiół. Jeśli więc nie można połamać mu rąk, nie można zrzucić na niego bomby atomowej, to jak go zaatakować i pokonać? Wygląda na to, że słowem. I chociaż na pierwszy rzut oka nie wiadomo, co może się kryć pod tym stwierdzeniem, to właśnie dlatego pokusa prowadzenia wojny na słowa jest tak atrakcyjna. I ta wojna między Dreamlandem a Sarmacją trwa od dawna, o Awarę Południową lub z nią w tle tocząc się już od czasu, gdy rękę po nią nielegalnie wyciągnęła Sarmacja. Dzieje się tak pomimo tego, że nasze państwa oficjalnie pozostają w stanie pokoju. Nie łudźmy się jednak, że ten pokój rzeczywiście występuje. Dreamland z Sarmacją już dobry kawał czasu toczy różne wojny: hybrydowe, informacyjne, propagandowe, zastępcze, zimne. Zmieniają się tylko ich stadia i temperatura. Jedną z takich wojen zawsze będziemy mieć szansę wygrywać – wojnę o prawdę. M.in. z uwagi na prawdę Sarmacja boi się konfliktu z prawdziwego zdarzenia o sporną południową część Awary. Prawda o Awarze burzy wszak ukuwany przez kolejne sarmackie władze mit o miłującej pokój, respektującej prawo międzynarodowe, szanującej każde państwo Mikroświata dobrodziejce Sarmacji, która troszczy się o dobro wszystkich państw i ludzi świata wirtualnego. Społeczność międzynarodowa będzie jednak cierpieć, zbałamucona sarmacką wizją świata i historii, tworząc fałszywe obrazy na bazie fałszywych przekazów z Grodziska i jego satelit, dlatego prowadzenie wojny z tym państwem wydaje się patriotycznym obowiązkiem każdego Dreamlandczyka, do czego po raz kolejny odwołał się szef królewskiego rządu. Pozostaje tylko sprawdzić, czy tryb wojny z Sarmacją zostanie przez niego przełączony na inny poziom.