Spuścizna Edwarda II

Jest późna jesień 2015 roku. Marcin Mikołaj, będący u kresu swego panowania, wyznacza następcą tronu Jacquesa de Brolle, który wstępuje na tron Królestwa Dreamlandu i Królestwa Elderlandu 8 grudnia. Tak przed ponad piętnastoma miesiącami rozpoczęła się era Edwarda II Odnowiciela. Wówczas większość, a na pewno spora część Dreamlandczyków odetchnęła z ulgą. Staczający się w czeluść najstarszy kraj polskiego internetu mógł zebrać w sobie w ten sposób ostatnie siły i próbować zeskoczyć z zapadni. Niewiele bowiem brakowało do tego, aby to właśnie Dreamland rozpoczął okrutną serię spektakularnych upadków mikronacji. Serię, która trwa po dziś dzień.

Państwo, które Marcin Mikołaj po przeszło tysiącu dniach panowania przekazywał Edwardowi II było, delikatnie rzecz ujmując, w stanie dalekim od ideału. Nie było wówczas normalnie działającego parlamentu. Nie było także i rządu. Trwał stan wyjątkowy, którego dalsze przedłużanie nie mogło wróżyć nic dobrego. Jedynym organem władzy, w którym pokładano nadzieje, był Król. Wówczas panujący nam Marcin Mikołaj nie był już w stanie dokonać koniecznych zmian, dlatego z powodu swych słabości i przemęczenia, ale w mądrości i dla dobra Królestwa ustąpił miejsca silnemu i prężnemu Edwardowi II, który zapowiedział zmiany i podjął się ich realizacji. Mówił wówczas bardzo konkretnie:

Stawką jest odbudowa silnego i sprawnego państwa, z którego ponownie będziemy dumni. Celem pierwszoplanowym – obniżenie średniej wieku w Królestwie co najmniej o pięć lat.

Dziś z całą pewnością należy oddać królowi seniorowi to, że cel ten udało mu się osiągnąć. Organy władzy, które zastał – tak federalne jak i krajowe – nie tylko zaczęły normalnie funkcjonować, ale nade wszystko zostały znacząco wzmocnione. Pozornie wydawać by się mogło, że odbyło się to kosztem Korony, jednak wcale tak nie jest. Siła i sprawność została tchnięta dzięki Edwardowi II we wszystkie nadwątlone elementy struktury państwa, które odpowiednio przeobrażone stały się nawet wzorem do reform w innych krajach, jak w Księstwie Sarmacji. Ponadto, przez cały 2016 rok, do Królestwa napływał strumień młodych obywateli, spośród których nie wszyscy co prawda ostali się do dziś, ale dzięki temu, że strumień ten nie wysechł, wielu przetrwało realnie obniżając średnią wieku w społeczeństwie. Dość powiedzieć to wskazać na obecny Rząd Królewski – nie tylko był on początkowo najliczniejszy od wielu lat, ale na dodatek jest złożony dosłownie z młodzieży.

Król senior Edward II chciał również budowy społeczeństwa konserwatywno-liberalnego:

Jak zaznaczyłem w trakcie jednej z prywatnych rozmów, interesuje mnie takie sformatowanie państwa, by stało się ono naturalną przystanią dla mikronautów o konserwatywno-liberalnych poglądach między osiemnastym a dwudziestym ósmym rokiem życia.

Do końca cel ten nie został osiągnięty, gdyż zmiany społeczne zaszły znacznie dalej niż pierwotnie oczekiwano. Wiosną 2016 roku pojawiły się w Królestwie osoby o różnorodnych poglądach, których reprezentantami – lepszymi bądź gorszymi, ale jednak – stały się dwie główne partie polityczne, stojące wobec siebie w opozycji, koncentrujące wszystkie dostępne siły przeciw sobie i dla siebie zarazem. Liberalna polityka edwardiańska przyniosła wielkie korzyści obu stronom spolaryzowanej sceny politycznej, będącej dobrą bazą dla jej dalszego rozczłonkowania i różnicowania. Dzięki temu właśnie gra polityczna w Królestwie może nabrać jeszcze większych rumieńców niż dotychczas.

W gruncie rzeczy chodzi o ferment.

I to za wszelką cenę, która nie okazała się ceną dużą do zapłacenia, a w zamian mikronauci, ale przede wszystkim ludzie z zewnątrz naszego półświatka, zauważyli, że Królestwo jest ostoją dla każdego wolnego człowieka, w którym to on jest tu najważniejszy, a nie zmurszałe i przyspawane do stołków elity, które zastał w momencie swej rejestracji w Dreamlandzie. Dlatego też Edward II chciał powrotu do korzeni – do społeczeństwa dreamlandzkiego wywierającego presję na elity, a nie takiego, jakie obserwował w ostatnich kilkunastu miesiącach przed objęciem tronu. Pisał:

Siłą dawnego Dreamlandu była pewna doza okrucieństwa, z jaką odnosiliśmy się do jego funkcjonariuszy publicznych. To również siła niektórych młodszych państw, których nie krępują dawne przyzwyczajenia, bruderszafty i układy o nieagresji. Jak pisałem z żalem przy innej okazji, straciliśmy dawną szorstkość i nie sięgamy już po kij, a ci, którzy w ostatnich latach mieli w sobie dość surowego barbarzyństwa, by skutecznie nawiązać do ducha tamtej hałaśliwej epoki, byli przez zobojętniałych weteranów z miejsca pacyfikowani lub zniechęcani powszechną opieszałością reakcji. W ten sposób utraciliśmy najlepszych przedstawicieli młodego pokolenia. Wierzę, że dochowamy się nowych.

Wasza Królewska Wysokość – udało się. Nowe pokolenie Dreamlandczyków nastało i w pełni wpisało się w ten wymarzony obraz dawnego Dreamlandu. Ten Dreamland odżył. Ci młodzi ludzie – całkiem świeży jak i z innych mikronacji, które nie gwarantowały im już szans na samorealizację, wprowadzili Królestwo do epoki renesansu.

Znajdujemy się w fazie restartu – w każdym możliwym sensie tego słowa.

Nasz system został pomyślnie zaktualizowany na wielu podstawowych płaszczyznach życia społeczno-politycznego, dzięki czemu restart się powiódł. Nie miały tego szczęścia, planu lub determinacji, albo też tego władcy, którego my mieliśmy przez ostatnie 450 dni z hakiem, inne państwa, takie jak Monarchia Austro-Węgierska, Surmenia czy Skarland. Resuscytacja w ich przypadku nie przyniosła pożądanego rezultatu lub nie była prowadzona we właściwy sposób, w związku z czym państw tych już nie ma. Dla nas była ona wybawieniem, czego finalnym stadium jest nowe, prężne społeczeństwo, aktywne władze i realnie zmieniająca się przestrzeń, zagospodarowywanie której chce podejmować więcej osób. O to chodziło i za to poddani JKW Edwarda II mogą być mu wdzięczni.