Nowi: zagubieni i samotni

Na rok przed wstąpieniem na tron, Jacques de Brolle tak diagnozował ówczesny problem z aklimatyzacją nowych obywateli w Królestwie:

Tutaj rozstrzygającą kwestią jest raczej psychologia – jedni z marszu wpadają do karczmy i przewracają stoliki, inni całymi tygodniami szukają dla siebie wątku, w którym mogliby się przełamać i cokolwiek napisać. Albo idą do konkurencji. Nasze forum oferuje w tym zakresie raczej niewiele – mimo wszystko satysfakcjonujące śledzenie 4/5 tutejszych wątków wymaga otrzaskania z lokalnymi realiami. (…) Gdybym pojawił się właśnie dzisiaj w KD i miał 14-16 lat, miałbym poważny dylemat, czy ta „forumnacja” jest dla mnie. W tym sensie dzisiejszy Dreamland jest dużo bardziej hermetyczny i odpychający niż był np. w 2001 r., gdy stawiałem tu pierwsze kroki, a 1/3 znanych mi wtedy Dreamlandczyków używała języka wesołego kloszarda. (Edward II, 17 grudnia 2014)

Mijają lata. Królestwo zmienia się w szybkim tempie, ratując się przed upadkiem, przeskakuje nad garbami innych udręczonych mikronacji, by stać się jedną z najaktywniejszych na świecie (2. miejsce w 2017 roku). Za wszystko odpowiada nowe otwarcie, poluzowanie krawatów, popuszczenie pasa. Jednocześnie szerzyć zaczyna się trolling, który w państwie wielokrotnie najeżdżanym przez zastępy karbiakowych oddziałów, fałszywie mieni się jako mowa akceptowalna. W takich warunkach niektórzy boją się wychodzić na dreamlandzkie ulice, chcąc przeczekać w domach narastający kryzys. Inni, którzy nie odnajdują się w tłumie wrzeszczących trollów zawłaszczających życie publiczne, postanawiają działać, aby z Królestwa było kiedyś w ogóle co zbierać. Wśród nich są Optymaci. Jeden z członków tego towarzystwa pisze:

(…) królowa nie jest w stanie przeciwstawić się procesowi autodestrukcji państwa, które w szybkim tempie staje się gratką dla weteranów i specjalistów od śmieszkującej nowomowy. To nie jest tak, że przeszkadza to tylko mnie czy Wittowi, a reszta jest uchachana po pachy. (William Oxlade-Chamberlain, 25 stycznia 2018)

Ponad trzy lata po słowach króla seniora, jedno z dzieci renesansu, którego Edward II był ojcem, stwierdza w zasadzie to samo, co nasz władca kilka lat wcześniej: Królestwo staje się niezrozumiałe, hermetyczne i płytkie, czego następstwem będzie coraz widoczniejszy spadek aktywnych obywateli. Te procesy już się toczą. Równocześnie oznacza to rosnące nieprzystosowanie Królestwa do absorpcji nowych sił – młodych ludzi, którzy do Królestwa mimo wszystko przybywają, jednak trudno jest im odnaleźć się w opisanych tutaj warunkach. Nowi są osamotnieni i zagubieni, mimo, że obserwują rosnące jak na drożdżach forum. Jak mają wejść w to życie, gdy z jednej strony, jak pisał Edward II, większość dyskusji wymaga od nich obeznania z ich genezą, czy z drugiej strony, jak pisał Oxlade-Chamberlain, nawet gdy spróbują to zostaną obskoczeni przez pyskaczy? Potwierdziły to słowa Fryderyka Orańskiego-Nassau, który stwierdził:

Dbanie o bezcenny towar-nowych mikronautów też leży. jakiś czas temu sprowadziłem znajomego. Zapytał mnie co w KD można właściwie robić. Napisałem, że może pisać do właścicieli gazet; do głów prowincji. Faktycznie coś zmieniać. Sam szczerze mówiąc nie wiedziałem, co mu ponad to napisać. Ale jak widać nikt się za bardzo nie przejmuje potencjałem nowych ludzi-nie dopytuje czy czegoś brakuje (…) (Fryderyk Orański-Nassau, 25 stycznia 2018)

Rząd Królewski, którego członkiem jest Fryderyk Orański-Nassau, rzeczywiście się tym nie przejmuje. Kluczowe stanowiska obejmują w nim komuniści, którzy stawiają na koncentrację życia na forum („forum ważniejsze od stron”, Premier Radziecki, 12 grudnia 2017), odpowiadają za drastyczny przyrost rażących i toksycznych treści oraz stwierdzają, że promocja Królestwa jest zbędna i niecelowa („wszystkiego próbowano, nic nie wyszło”, Premier Radziecki, 26 stycznia 2018; „promocją się nie interesuję, bo nikt nie interesuje się mikronacjami”, Minister Kultury Jezus Ipanienko, 24 stycznia 2018). Zamiast tego władza komunistyczna dąży do ściągnięcia do Królestwa pozostałej części swych wandejskich braci i sióstr. Niesie to ze sobą ryzyko utrwalenia prymatu „śmieszkującej nowomowy” i wyjaławiania się życia publicznego, którego jądrem ma być forum. Zależy na tym Wandystanowi i KPD.

Bezkrytyczne stawianie na Wandystan jest ogromnym nieporozumieniem. Za dowód na poparcie tego stwierdzenia niech świadczy nam los tego państwa. Przypomnijmy, że wywodzą się stamtąd nasi obecni rządzący, twierdzący, że promocja jest niepotrzebna. Po rozwodzie z Księstwem Sarmacji Mandragorat aktywnościowo stacza się na samo dno, grzejąc w rankingu aktywności miejsca w końcu stawki. Za taki stan rzeczy odpowiada specjalny profil tego państwa, które jest dedykowane konkretnej grupie mikronautów, którymi najlepiej aby byli chamscy członkowie środowisk LGBT lub za takich uchodzący, którzy kisząc się we własnym sosie nie mają sobie za wiele do powiedzenia. Z tych powodów poszukują szans do ekspresji. Dawniej dawała im je Sarmacja, teraz ma dać Dreamland, z którym chcą jednak pozostawać w bezpiecznej politycznej odległości, aby nikt nie wtrącał się w ich prawa i obowiązki. Krótko mówiąc Wandystan chce zjeść jabłko i mieć jabłko. Komunistyczna władza Dreamlandu, która z Wandystanu pochodzi, tylko im w tym pomaga, co może skłaniać do wniosku, że Wandejczycy dyskutują sami z sobą o tym, jak pasożytować na różnorodności kulturowej i społecznej Dreamlandu, których u siebie nie mają.

William Oxlade-Chamberlain twierdzi jednak, że Wandejczycy mają wysoki poziom infrastruktury informatycznej. Tylko co z tego wynika dla umierającego Wandystanu? Sarmacja również posiada lepszą od Dreamlandu infrastrukturę, tyle tylko, że jest ona państwem najludniejszym i najaktywniejszym, czego nie sposób powiedzieć o współczesnym wyjałowionym Wandystanie. W przeciwieństwie również do Mandragoratu i komunistycznej władzy Dreamlandu, Sarmaci cały czas myślą o tym, jak się promować i jak zachęcać nowych do zamieszkania w ich kraju, którzy wbrew słowom oderwanego od rzeczywistości Ministra Kultury Ipanienki, pojawiają się w mikronacjach cały czas.

Premier Prezerwatyw Tradycja Radziecki tak pisał o promocji państw wirtualnych:

Skoro już dyskutujemy tu o promocji – to mogę powtórzyć to, co bodaj w trakcie ostatniej kampanii wyborczej już powiedziałem – że propozycji promocji mikronacji i poszczególnych państw widziałem wiele, ale poza jednym przypadkiem, który przyniósł efekty, będąc jednak raczej zbiegiem okoliczności niż celowym efektem polityki promocyjnej, nie widziałem aby te działania przyniosły kiedykolwiek jakieś trwałe efekty. Trochę szkoda mi ograniczonej pary Rzadu na pchanie jej w gwizdek, który i tak nie ma specjalnego zaangażowania. (Premier Radziecki, 26 stycznia 2018)

Zapomina jednak o jednym: dobry produkt nie musi się reklamować. Księstwo Sarmacji zgarnia większość nowym mikronautów, gdyż jest stosunkowo dobrym produktem, a przynajmniej relatywnie najlepszym z pozostałych. Jaki zaś produkt chce z Dreamlandu robić komunistyczna władza? Państwo totalitarne, żyjące na forum z śmieszkowania i gnębienia tych, którzy ośmielą się skrytykować „typowego Wandejczyka”. Królestwo jest silniejsze od Wandystanu i nie powinno mu ulegać ani w Wandystan się zamieniać, bo skończy tak samo, jak on. Już dziś koszty „integracji” są niewspółmiernie większe od przychodów z tytułu planowanej „unii”.

Nowi obywatele potrzebują promocji, głębokiej treści, różnorodności, pluralizmu, wolności, swobody kulturalnej dyskusji i opieki. Obecny rząd nie jest im tego w stanie zapewnić.