Historia rodu Van Dern – część pierwsza

Witam, jestem Edward von Dern. W dniu wczorajszym dołączyłem do redakcji Tygodnika Luindorskiego. Chciałbym przedstawić wam drodzy czytelnicy historię mego rodu. Otóż mam lat 25 i pochodzę z rodu Dernów zamieszkujących dawniej Dernograd – mało znane miasteczko znajdujące się w zakolu rzeki Aroka w Delcie Arokańskiej, nieopodal Wzgórz Dernskich. Gdy byłem w wieku 4 lat moi rodzice odeszli po pewnym zdarzeniu którego nikt nigdy do końca mi nie wytłumaczył. Na szczęście dzięki dostępowi do archiwum w Dreamopolis spróbuję się dowiedzieć wszystkiego. Byłem wychowywany przez dziadków w naszym zamku. Jako dziecko miałem wszystkiego pod dostatkiem, nigdy mi niczego nie odmawiano. Jako nastolatek byłem dosyć zbuntowany. Wiecie, imprezy, odpyskiwanie, picie i tak dalej, jednak dziadkowie wszystko tuszowali – w końcu jak to oni mawiali: nasz ród musi mieć czyste karty. Dziadkowie wysłali mnie później na uniwersytet prawa w stolicy, co jednak nie było moim wyborem ani powołaniem. Ja od zawsze interesowałem się nauką: biologią, chemią, fizyką oraz najbardziej astronomią. Jednak mój dziad, pradziad, ojciec byli prawnikami więc według tradycjonalistycznych dziadków też miałem nim zostać. Na szczęście ja miałem swój własny plan, dlatego po roku rzuciłem prawo, zamieszkałem w stolicy i przeniosłem się na wymarzony kierunek. Po ukończeniu uniwersytetu moi dziadkowie umarli, na szczęście nie wiedząc, że rzuciłem prawo. Niestety dziadkowie byli przezorni i zabezpieczyli się, ujmując w testamencie, że ziemie nasze i fortunę dostanę dopiero po tym jak zostanę profesorem. Na szczęście nie podali jakiej dziedziny. Więc tak przedstawia się historia ostatniego z bogatego rodu Dernów, który został z niczym. Na szczęściem w testamencie znalazła się mała luka dzięki której nie mogłem posiąść na własność miasta, lecz mogę nim zarządzać i zostać jego burgrabią, którym mnie minowano. Planuje olbrzymi rozwój miasta.

To była moja historia, ale do rzeczy opowiem wam jak powstał według legendy Dernogród:

Dawno temu Hipolit von Kolin poznał nimfę wodną Dernide, panią jeziora Dern, która rzuciła na niego silny urok miłosny. On pod wpływem nimfy zbudował niedaleko gród. Był omamiony przez nimfę, jednak wkrótce wydarzyła się próba dla tego zauroczenia. Zwyczajna niewolnica Rasputia przejeżdżała niedaleko z handlarzem niewolników, który zatrzymał się w Derngrodzie. Hipolit widząc Rasputie złamał zaklęcie miłosne zakochując się w niej bardziej niż cokolwiek na świecie można kochać. Wziął ślub z Rasputią, co bardzo zdenerwowało Dernine, która ze złości zamieniła się w wyspę, lecz przed tym rzuciła klątwę na jezioro: Ten kto wejdzie do jeziora już nigdy nie zazna światła, a pijący wodę mą będą mi kochankami do śmierci. Hipolit zauważył, że wszyscy rybacy zaczęli znikać po wybraniu się na połów na jeziorze, uznał więc, że by przebłagać nimfę zmieni nazwisko z Kolin na Dern, oraz zbudował na wyspie piękną świątynie poświęcony jej, co okazało się być lekiem na klątwę. W rezydencji w Dernogrodzie znajduje się wielka biblioteka z archiwami, w której znajdują się różne informacje i legendy. Przy okazji chciałbym powiedzieć, że na środku jeziora znajduje się rzeczywiście wyspa, jest na niej również świątynia opisana w legendzie, jak widać każda legenda ma ziarenko prawdy. Według potwierdzonych informacji Hipolit von Kolin jest założycielem rodu, a razem z Rasputią są moimi przodkami. Ja zaś należę do ósmego pokolenia następującego po nich.

W następnej części przedstawię wam czytelnicy historię Dori von Dern mojej praprapraprapraprababki, jedynej córki Hipolita i Rasputi. Została ona oskarżona o czarnoksięstwo i skazana na śmierć. Przy okazji zapraszam wszystkich do Dernogrodu, z chęcią was tam ugoszczę – zamek Dernów jest wystarczająco duży i na pewno nas pomieści. Do miasta najlepiej dostać się statkiem przez rzekę Aroke, gdyż droga do miasta jest aktualnie w budowie.

Na obrazku znajdują się ruiny Kościoła św. Klemencjusza na wyspie Dern w Jeziorze Dernin nieopodal wzgórza Dernskich. Aktualnie trwają tam prace remontowe, więc nie polecam wycieczek tam.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*