Dbam o to, by sporów było jak najmniej

Dzisiejszym gościem Tygodnika Luindorskiego jest sir Oskar ben Grozny-Fryssau, Minister Rozrywki, Burgrabia Koppenberg i członek Suwerennego Bractwa Wielkiej Małpy.


Daniel von Witt: Kiedy i jak trafił Pan do Królestwa Dreamlandu i jak Pan się w nim dziś czuje? Zintegrował się Pan?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Do Królestwa trafiłem dokładnie w nocy 5 grudnia, kiedy szukałem informacji o mikronacji w rzeczywistości. Chodzi tu o Liberland. Przeglądając na Wikipedii artykuły trafiłem na stronę mikronacji wirtualnych. Stamtąd dowiedziałem się o tym, że w Polsce od dawna istnieje coś takiego jak państwa mikronacyjne. Szybko znalazłem stronę ze spisem wszystkich mikronacji, które istnieją, i przez przypadkowe kliknięcie myszką trafiłem do Dreamlandu. Przez prawie 2 miesiące pobytu w KD zdążyłem się już zaklimatyzować, co potwierdza: duża ilość postów, posada jako minister w rządzie Auksencjusza Butodzieja-Witta, urząd Burgrabiego miasta Koppenberg, Zarządca Kancelarii Bractwa w Bractwie Wielkiej Małpy i Producent Samochodów Dreamcar. Przez ten krótki okres czasu zdobyłem bardzo dużo, z czego jestem bardzo dumny.

Daniel von Witt: Z tego co sam zdążyłem zauważyć w rozmowach z młodymi obywatelami, spory odsetek z nich dociera do mikronacji, w tym do Królestwa, właśnie dzięki Wikipedii. Jak Pan więc sądzi, czy promocja mikronacji ma w takim razie większy sens i co Pana zdaniem przyciąga do państw wirtualnych?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Jak wiemy, aby państwo się rozwijało i tętniło życiem potrzebna jest duża ilość obywateli, która właśnie budowałaby na bieżąco kulturę, bo przecież przez nich Dreamland istnieje od 1998 do teraz. Moim zdaniem mikronacje przyciągają ludzi, którzy interesują się polityką w rzeczywistości, a mimo wszystko nie mają czasu na gry. Sposób w jaki jest realizowana aktywność w Królestwie czyli m.in pisanie na forum dyskusyjnym pozwala wczuć się w role polityka, gdzie w realu nie mieliby odpowiednich preferencji do pełnienia tychże funkcji. Ludzi przyciąga też anonimowość. W polskim parlamencie politycy są wystawieni na każdym kroku na obiektywy kamer, w mikronacjach tego nie ma. Podajesz wymyślone przez siebie imię i nazwisko, zdjęcie i charakter postaci.

Daniel von Witt: Sądzi Pan, że osoby zabawiające się w mikronacjach nie sprawdziłyby się w realnej polityce?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Mimo wszystko w mikronacjach tworzy się fałszywy wizerunek osoby i nie da się określić jaki typ człowieka siedzi przed komputerem. Oczywiście są osoby, które przenoszą swoje przekonania do państw wirtualnych, ale mikronacje są jak aktorstwo – odgrywamy tu rolę wymyślonego przez nas osobnika. Na pewno osoby, które próbują liznąć polityki w naszym społeczeństwie są bardziej pewne do wstąpienia w szeregi działaczy, bo mniej więcej widzą jak to wygląda i mieli okazje się wypróbować, że tak powiem w praniu.

Daniel von Witt: Przejdźmy więc może do Pańskiego aktorstwa. Pańska obecność w mikronacyjnej polityce zaczęła się od akcesu do Klubu Politycznego św. Augustyna. Proszę mi powiedzieć, czy przystąpienie do ugrupowania konserwatystów było w pełni świadomym wyborem i z jakich pobudek go Pan dokonał? Czy Pańskie poglądy polityczne są idealnie przełożone tutaj z reala, czy może rozdzielił Pan w tym obszarze aktywności oba te światy? Oraz czy uważa Pan, że Pańska partia rozwija się w pożądanym przez Pana kierunku?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Tak, wstąpienie do KPA było w pełni świadome z mojej strony. W Królestwie mam takie same poglądy jak w rzeczywistości, czyli w skrócie rzecz ujmując – konserwatywne. Wstąpiłem do partii, bo chciałem przyczynić się do rozwoju państwa i „coś znaczyć”, nie być tylko szeregowym mieszkańcem. Natomiast nie chciałbym wypowiadać się na temat mojej partii, bo zawsze będę trzymać jej stronę, ale jestem zadowolony z jej dotychczasowej działalności – w innym przypadku bym odszedł.

Daniel von Witt: Dalsze kroki, jakie postawił Pan w polityce, zostały skierowane do Parlamentu Królewskiego i, wreszcie, do Rządu Królewskiego. Śledząc Pańską aktywność parlamentarną można dostrzec, że nie ogranicza się Pan tylko do głosowań, jak ma to w zwyczaju pewna część lordów, ale jest Pan obecny także w debatach. Jeżeli mógłby Pan wybrać dla siebie jakąś niszę, to rzecznikiem jakich spraw i grup społecznych mógłby być Pan w Parlamencie?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Ciężkie pytanie. Mimo, że zaklimatyzowałem się już w Królestwie to nadal nie znam każdego zakamarka. Mógłby Pan zaproponować właśnie jakieś grupy społeczne?

Daniel von Witt: Chodzi o to, w czym jest Pan biegły. Czy będzie Pan bardziej trwale aktywny w sprawach polityki zagranicznej, co było dotychczas zresztą widoczne, jednak tylko w odniesieniu do relacji sarmacko-dreamlandzkich? Czy może występował Pan będzie w interesie przedsiębiorców? Działaczy kultury? W sprawach ochrony praw obywatelskich? Krótko mówiąc: gdzie najprędzej Pan się odnajdzie?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Najprędzej odnajdę się w interesie przedsiębiorców jak i działaczy kultury. Tak jak wspominałem mam zamiar otworzyć jeszcze pare firm i zacząć transmitować Telewizje Dreamlandu. W tym najbardziej się odnajduję.

Daniel von Witt: Najmniej wiadomo jednak o Pańskiej pracy w Rządzie Królewskim. Może Pan powiedzieć czym obecnie zajmuje się podległe Panu Ministerstwo Rozrywki?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Ministerstwo Rozrywki, które jest pod moim władaniem zajmuje się głównie rozluźnianiem atmosfery. Pamiętamy czas, w którym powstał ostry zgrzyt pomiędzy mieszkańcami Królestwa. Mam na myśli m.in Gastona i jego ataki na osoby o odmiennej orientacji. Ja będąc na stanowisku mam za zadanie ochłodzić mikroklimat, aby owych sporów było jak najmniej.

Daniel von Witt: Jednego sporu nie udało się Panu jednak uniknąć. Bractwo Wielkiej Małpy, w którym mocno Pan się angażuje, i które jest jakby „prywatnym ministerstwem rozrywki” popadło w ostry konflikt z swoim… ojcem? Tak można nazwać Kacpra ben Chatlińskiego-Fryssau, Pańskiego brata?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Przybliżmy wszystkim kim jest Kacper ben Chatliński Fryssau. Jest to założyciel Bractwa i były Wielki Patriarcha (najwyższa posada, odpowiednik papieża w katolicyzmie). Spór, o którym tutaj mowa, zaczął się wtedy, gdy w Bractwie zarządziłem głosowanie o zniesienie Kacpra z jego posady. Wniosek został przegłosowany przez większość członków. Gdy odwołaliśmy Chatlińskiego, uruchomiłem inne głosowanie, dotyczące kandydatury Davida de Korsei na stanowisko zwierzchnika Bractwa. Wniosek i w tym przypadku został przegłosowany pozytywnie. Pan Kacper, delikatnie mówiąc, wkurzył się. Na nieszczęście dla Bractwa, uprawnienia dotyczące edytowania w jego dziale nie zostały na czas mu odebrane, przez co usunął wszystkie zapiski głosowania, a gdy próbowałem to wyjaśnić z nim na forum publicznym, moje wypowiedzi były przez odsuniętego patriarchę cenzurowane. Cóż, mimo że jestem Ministrem Rozrywki nie jestem w stanie uniknąć nieprzewidywalnych zachowań innych osób. To się stało nagle! Przypomnę, że wszystkie głosowania, które się odbyły, były zgodne ze statutem Bractwa, a sam Kacper chciał zrezygnować z swojej funkcji.

Daniel von Witt: Więc co w tej sytuacji radziłby Pan Kacprowi ben Chatlińskiemu Fryssau? Gdyż widać wyraźnie, że dąży on do ponownego przejęcia kontroli nad Bractwem.

Oskar ben Grozny-Fryssau: Odpuszczenie. Widać, że pan Kacper ma zapędy totalitarne, ale samym gadaniem i ośmieszaniem się nic nie zdziała. Gdyby przedstawił dokładnie powód, dlaczego dąży do przejęcia, program, który określa co chce wprowadzić po przejęciu miałby szanse na przychylność ludzi. Na razie proponuję mu zajęcie się czymś innym, chociaż na pewno nie w ponownym założeniu Bractwa. Gdy był wcześniej na stanowisku Wielkiego Patriarchy kompletnie w niczym się nie przyczynił do rozwoju stowarzyszenia.

Daniel von Witt: Nadal jesteście braćmi. Jakie są Wasze relacje prywatne?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Po cyrku który odwalił w dziale Bractwa nasze relacje się pogorszyły. Praktycznie ze sobą nie rozmawiamy, a gdy dochodzi do wymiany zdań pan Chatliński zaczyna mnie atakować, nie dając mi dojść do głosu. Formalnie w KD jesteśmy braćmi. Ja się nim nie czuje.

Daniel von Witt: Czyli to koniec rodziny Fryssau? A może zamierza Pan ją w przyszłości rozbudować? Ożenić się, może samemu adoptować jakieś dzieci? Jak Pan się na to zapatruje?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Cóż, na forum mam na razie nick Oskar ben Grozny-Fryssau, jednak wszędzie podpisuję się nazwiskiem Oskar ben Grozny. Bez dopisku Fryssau. Powód tego jest jeden. Mój ojciec, Leszek van der Fryssau, nie odpowiada na moje wiadomości, mimo, że jest cały czas aktywny na GG. Na FB to samo. FB ma tę przewagę, że pokazuje kto odczytał wiadomość. To potwierdza, że Leszek po zrezygnowaniu z obywatelstwa zaczął mnie olewać. Taki obrót sprawy bardzo mnie poniżył i prawdopodobnie wrócę do nazwiska Grozny. Jeśli chodzi o małżeństwo – kiedyś, gdy miałem 9 lat, grałem w Minecrafta w trybie wieloosobowym. Zawierałem tam dużo małżeństw z dziewczynami, które koniec końców okazywały się być chłopcami. Myślę, że to idealne podsumowanie tego punktu. Myślę, że na adopcję dziecka jest za wcześnie. Jestem dopiero 2 miesiące w mikronacjach, to za krótki okres, by już teraz móc planować rodzinę.

Daniel von Witt: Jakie ma Pan więc plany na najbliższy okres?

Oskar ben Grozny-Fryssau: Przede wszystkim otworzenie Telewizji Dreamlandu, Konkurencji dla mediów prasowych, a także chcę rozwinąć gospodarkę poprzez stworzenie firm oferujących produkty na sprzedaż o umownej wartości.

Daniel von Witt: Serdecznie życzę Panu realizacji tych inicjatyw oraz dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Oskar ben Grozny-Fryssau: Również dziękuje.